ЛитМир - Электронная Библиотека
Содержание  
A
A

–Katoliczką? – zdziwiła się rudowłosa. – A co? Mam to wypisane na czole?

To, w co wierzyła, w najlepszym razie można by nazwać systemem, na który składały się strzępy różnych religii, a katolicyzm był tylko jednym z elementów. I to wcale nie najważniejszym.

–Nie uraził pan moich uczuć – odrzekła spiesznie, widząc, że mężczyzna przygląda jej się zdezorientowany. – Tak właściwie nie jestem żadnego wyznania – dodała po chwili.

–Ateistka? – Sam nie wiedział, po co przedłuża tę dziwną rozmowę.

–Też nie. – Oparła się o maskę samochodu. – Ale wierzę w dobro i zło i widzę różnicę między nimi, więc proszę się mnie nie obawiać i powiedzieć, co się stało. Wygląda pan na bardzo wzburzonego… I omal nie wylądował pan w mojej księgarni. – Wskazała za siebie na szybę wystawową.

Patrzyła na niego pytająco, uśmiechając się delikatnie. Nie była piękna, ale miała w sobie coś przyciągającego wzrok. Im dłużej na nią spoglądał, tym bardziej czuł się zafascynowany. Nie mógł oderwać od niej oczu.

–Przepraszam, nie przedstawiłam się. – Kobieta przerwała przedłużające się milczenie. – Edyta Mielnik.

–Jan Bartkowiak. – Po kilku sekundach doszedł do siebie.

Wiedział już, co tak go zafascynowało. Oczy. Edyta Mielnik miała oczy niespotykanej barwy, a przynajmniej on nigdy takich nie widział. Na pierwszy rzut oka wydawały się po prostu intensywnie zielone, ale po chwili można było zauważyć, że tęczówka wyglądała jak obrysowana ciemnym flamastrem,

45

tuż przy źrenicy połyskiwały złote plamki, a sama źrenica nie była okrągła. Miała raczej kształt elipsy, choć Jan nie mógł być tego pewien. Chyba to tylko światło…

–Mogę w czymś panu pomóc? – W jej oczach widać było jedynie troskę.

–Właściwie tak. – Bartkowiak wziął się w garść. – Moja córka zaginęła. Ostatni raz była widziana w Lipniowie. A właściwie nie, mówiła, że chce tu przyjechać. To było dwa miesiące temu. Może ją pani widziała?

–Ma pan zdjęcie? – zapytała.

–Oczywiście, zaraz… Gdzie ja je włożyłem… – Zaczął gorączkowo przeszukiwać kieszenie.

–Powoli. – Kobieta pochyliła się i położyła dłoń na jego ręce, zaglądając mu z bliska w oczy. – Zaparzę herbatę. Proszę ze spokojem wziąć, co potrzeba, i wejść do księgarni, dobrze?

Był tylko w stanie skinąć potakująco głową.

Rozglądał się wokół z ciekawością. Na pierwszy rzut oka księgarnia wydawała się podobna do innych, ale zauważył namalowane na szybach symbole. Wiedział, co znaczą. Ela od dziecka była zafascynowana światem magii, a jako nastolatka zainteresowała się kultem wicca. Kiedy po zaginięciu córki odkrył w jej pokoju książki i amulety, był przerażony. Najpierw pomyślał, że związała się z sektą satanistów. Dopiero gdy przejrzał kilka tytułów, odkrył, że zainteresowania córki nie miały z tym nic wspólnego.

Co nie znaczyło, że poczuł się spokojniejszy, ale przynajmniej był pewien, że Ela nie wplątała się w nic złego. Oczywiście mogły jej grozić wszystkie niebezpieczeństwa czyhające na każdą nastolatkę, która uciekła z domu – przemoc, alkohol, narkotyki, głód, śmierć…

–Proszę. – Edyta podała mu szklankę ciepłej herbaty z miodem.

Gość wydawał się zdezorientowany i przygnębiony, wyczuwała bijącą odeń desperację, która mogła doprowadzić do nieprzemyślanych działań. Miała nadzieję, że zrozpaczony ojciec się myli i zaginiona dziewczyna nigdy nie trafiła do Lipniowa.

–Jest pani wiccanką? – zapytał, spoglądając na rzędy książek poświęconych magicznym obrzędom.

–Nie. Profil księgarni jest odpowiedzią na zainteresowania turystów, a nie odzwierciedleniem mojego światopoglądu – odparła ze znużeniem Edyta.

46

–To co pani mówiła i… – Wskazał dłonią na magiczne przedmioty, wyjaśniając, skąd to pytanie. – Powiedziałem coś nie tak? – dodał niepewnie, widząc czujne spojrzenie kobiety. – Nie zamierzałem pani urazić…

–Nie, wszystko w porządku – zapewniła go. – Ale jestem zaskoczona, że pan to zauważył. Większość osób nie kojarzy profilu księgarni z wicca. Najwyżej uważają, że jestem kimś w rodzaju współczesnej czarownicy. Wie pan, historia tego miejsca i legendy mącą ludziom w głowach. Miejscowi są bardzo przesądni, jakby nadal żyli w czasach polowań na czarownice – tłumaczyła. – Nie wygląda pan na kogoś, kto interesowałby się kultem wicca…

–Moja córka się tym pasjonowała – odpowiedział ze smutkiem.

–Rozumiem. – Edyta uśmiechnęła się łagodnie.

–Nie wiedziałem o tym przed jej zniknięciem. Nie wiedziałem o wielu rzeczach. Właściwie to nie wiedziałem o niczym. Teraz wiem, czym się interesowała. Wiem, z kim się przyjaźniła. Znam jej ulubiony film i kolor. Wiem, jakie książki kocha… – Urwał na moment, by opanować wzruszenie. Tłumione łzy wypełniły mu oczy.

Edyta nie przerywała. Czekała. Czuła, że ten człowiek pragnie to wszystko z siebie wyrzucić.

–Nie dowiedziałem się niczego od niej, bo kiedy była obok mnie, nie chciałem się tym zajmować. Gdy jej zabrakło… prowadziłem dochodzenie na własną rękę… Znajomi Eli, nawet nie przyjaciele, tylko po prostu znajomi – mówił z goryczą – wiedzieli o mojej córce więcej niż ja. Teraz wiem wszystko, ale jej nie ma. Nie mogę jej tego powiedzieć. Nie mam komu powiedzieć, że wreszcie znam swoje dziecko… – Urwał. Głos uwiązł mu w krtani.

–Mnie pan powiedział – zauważyła Edyta. – Ma pan jej zdjęcie?

W milczeniu wyjął fotografię z portfela.

–Śliczna. – Uśmiechnęła się smutno do dziewczęcej twarzyczki na zdjęciu.

Jeszcze nie dorosła, ale już nie dziecko, pomyślała, patrząc na drobną buzię uroczej blondyneczki. Złote włosy wiły się wokół głowy i opadały na ramiona. Wyglądałaby jak aniołek, gdyby nie oczy. Rysowały się w nich powaga i smutek. Miała oczy dojrzałej kobiety, która widziała zbyt wiele, przyszło nieoczekiwanie do głowy Edycie.

–Kilka lat temu zmarła żona. – Jan spoglądał chwilę na oddane mu zdjęcie. – Obiecałem jej, że będę dbał o Elkę. A ona uciekła ode mnie.

–No cóż… takie rzeczy się zdarzają – odrzekła ze współczuciem. – Nastolatki…

47

–To nie to. – Pokręcił przecząco głową. – Ona próbowała mi powiedzieć, że jest nieszczęśliwa, ale jej nie słuchałem. Tak byłem przekonany o swoich racjach, że… Tylko ja jestem winien – oświadczył stanowczo. – Gdyby była starsza, może udałoby się jej do mnie dotrzeć. Ale to delikatne, wrażliwe dziecko. Nie potrafiła inaczej sobie poradzić z sytuacją, więc uciekła. Wiem, dziwnie to brzmi. Sam nie do końca to rozumiem. Ale psycholog mi to powiedział, więc pewnie tak jest.

–Pewnie pana nie pocieszę, ale ja też uciekłam z domu, tylko że byłam wtedy znacznie starsza. Dowiedziałam się o mamie rzeczy, których nie potrafiłam znieść. Wyjechałam na studia i wróciłam dopiero po jej śmierci. Teraz mogę jedynie żałować, że nie podjęłam wysiłku… – Zacisnęła usta.

–Rozumiem. – Odstawił kubek. – Ale pani była dorosła, a Elka ma piętnaście lat.

–Wiem, przepraszam. Nie zamierzałam nas porównywać. Nie wiem, czemu to panu powiedziałam.

Właściwie to wiedziała, dlaczego zaczęła mówić o sobie. Chciała go pocieszyć, ale rzeczywiście obie sytuacje nie miały ze sobą nic wspólnego. Edyta nie zamierzała opowiadać Bartkowiakowi, jak to się stało, że odsunęła się od własnej matki. Wróciła do Lipniowa i prowadziła odziedziczoną księgarnię, ale tylko w jednym celu. Pragnęła zniszczyć to, co zabrało jej matkę. Nie spieszyła się, miała wytyczony cel i dążyła do niego. Powoli i konsekwentnie. Obserwowała, czekała, zbierała dowody.

–Pójdę już. – Mężczyzna podniósł się zażenowany. Jego rozmówczyni odpłynęła gdzieś myślami i przestała zwracać na niego uwagę. Nie chciał nadużywać jej uprzejmości.

13
{"b":"586706","o":1}