ЛитМир - Электронная Библиотека
Содержание  
A
A

–Masz mi coś jeszcze do powiedzenia? – spytała, siląc się na obojętność. Ogarnęła ją gwałtowna radość. Wrócił! Do niej!

–Nie, wszystko już wiesz – odrzekł z westchnieniem. Miał nadzieję, że w końcu mu uwierzy. Może potrzebowała więcej czasu?

–Naprawdę? – Udała zdziwioną. – Twój przyjaciel sugerował coś innego… – Na jej ustach zakwitł delikatny uśmiech, w oczach zabłysły złote iskierki.

Patrzył na nią ze zmarszczonymi brwiami, nie rozumiejąc. Po chwili twarz mu się rozpromieniła. Przypomniał sobie radę kolegi.

–Lilith… – mruknął z udaną dezaprobatą. Jego rozjaśnione oczy przeczyły jednak gniewnej minie, gdy przyciągał Edytę do siebie, by ją pocałować.

Uniknęła pocałunku i odchyliła głowę do tyłu. Zerknęła na niego spod półprzymkniętych powiek i dostrzegła na jego twarzy zaskoczenie. W tej samej chwili Michał doznał olśnienia. Przyciągnął ją ku sobie.

–Kocham cię… – powiedział, patrząc w jej szmaragdowe oczy.

Pochylił się, by ją pocałować. Tym razem nie protestowała i nie broniła się, gdy jego język wślizgnął się do jej ust. Gorliwie oddała pocałunek, wkładając w niego wszystkie swoje emocje, nadzieje i tęsknotę. Michał przytulał ją mocno. W tej chwili zniknęły wszystkie obawy i zmartwienia, pozostało tylko pragnienie i pasja, gdy zdzierali z siebie ubrania, nie pamiętając ani o splądrowanym mieszkaniu, ani o wyłamanych drzwiach.

Edyta nie wiedziała, kiedy znalazła się przy nim na sofie. Oplotła go rękami i przyciągnęła do siebie.

229

Rozdział XVII

1.

Spędzili ranek, walcząc z bałaganem pozostawionym przez włamywacza. W tym czasie Edyta zdążyła opowiedzieć Michałowi, co usłyszała od księdza Adama. Nawrocki z lekkim niedowierzaniem potraktował nie tyle samą treść pamiętnika, ile jego wpływ na rzeczywistość dwudziestego pierwszego wieku.

–Skarbie, to było prawie dwieście lat temu. Ten pamiętnik może mieć znaczenie, ale dla entuzjasty historyka…

–Albo fanatyka – przerwała mu Edyta, układając książki na półkach.

–Nazywaj to jak chcesz, dla mnie to bzdura. Mówiłem ci, co udało nam się ustalić z komisarzem Maderą. W Lipniowie działa zorganizowana grupa zajmująca się handlem narkotykami. Dilerzy mają powiązania z policją, niestety, jest w to zamieszany Krzysztof Chmiel. Na razie nie mamy twardych dowodów, ale ściągnę tu jeszcze paru kumpli. Powęszymy trochę na własną rękę. Załatwiłem sprzęt. Damy radę… – przekonywał ją i siebie.

–A dziewczyny? – zapytała Edyta. – Zapomniałeś o seryjnym mordercy?

–Nie. Madera ma ciekawą teorię i być może – zastrzegł się – jestem skłonny przyznać mu rację.

–Jaką teorię? – Popatrzyła na niego wyczekująco.

–Uważa, że to ktoś z grupy narkotykowej morduje te dziewczyny. Innego wyjaśnienia nie ma.

–Hm… – Edyta się zamyśliła. – To całkiem logiczne – przyznała po chwili. – Jeżeli ktoś z nich jest seryjnym mordercą, Chmiel zrobi wszystko, aby się to nie wydało. Jeśli rzeczywiście ma za zadanie usuwać ślady.

–No właśnie. Za duże ryzyko, że w razie wpadki sprawca mógłby wsypać pozostałych, byle wyciągnąć najniższy wymiar kary – dodał Michał.

–Hm… – Zagryzła wargi. – Jedno mnie zastanawia. Przecież taki ktoś stanowi zagrożenie dla całej grupy, no nie? Czy oni nie powinni… No wiesz… – Wycelowała w Michała wyimaginowaną broń i udała, że pociąga za spust.

230

–Nie znałem cię od tej strony – zażartował. Widząc, że Edyty nie bawi jego żart, wyjaśnił: – Właściwie to masz rację. Facet powinien zostać unieszkodliwiony, chyba że to nie jakiś tam pionek, tylko ktoś z samej góry.

–No tak… O tym nie pomyślałam. – Spojrzała na niego z uznaniem. – Powiesz mi, co macie zamiar teraz robić?

–Łukasz Madera ma kilku podejrzanych, za którymi pochodzimy. Ja sam nie mogę tego robić, bo mnie znają. Będę kimś w rodzaju łącznika i analityka. – Westchnął głośno. Wiedział, że prędzej czy później czeka go praca za biurkiem, ale zdecydowanie odpowiadała mu wersja – później. Opcja stania z boku nie budziła entuzjazmu, ale nie było innego wyjścia. Nie mógł bezpośrednio zaangażować się w sprawę.

–A śmierć mojej matki? – spytała cicho. – Wiesz, że zależy mi na odkryciu prawdy. Miałam nadzieję, że mi pomożesz…

–Nie mówiłem ci? – Udał zdziwienie. – Nasi podejrzani to osoby z listy twojej mamy. Wszyscy. – Obserwował z uśmiechem, jak na jej policzkach wykwitają rumieńce, a w oczach pojawia się błysk podniecenia.

–Myślisz, że moja mama zginęła w wyniku jakichś porachunków narkotykowych? – Takie wyjaśnienie było oszałamiające i wręcz nieprawdopodobne. Dotąd nie brała czegoś takiego pod uwagę.

–To możliwe, ale wolałbym jeszcze nie wyciągać ostatecznych wniosków. Zobaczymy, co uda nam się odkryć. Sprawdziłaś, co zginęło? – zapytał, zmieniając temat. Rozejrzał się po mieszkaniu. Udało im się już zaprowadzić jaki taki ład.

–Mówiłam ci. Tylko rysunki, które znalazłam w pamiętniku. Nic więcej – oświadczyła stanowczo, widząc niepewną minę Michała. Nie wierzył, że wydarzenia sprzed dwustu lat mogą mieć wpływ na teraźniejszość. Nie dziwiła się. Sama traktowała z niedowierzaniem rewelacje księdza Adama. Zmieniła zdanie po powrocie do domu. Włamanie na plebanii, podczas którego nic nie zginęło, włamanie do jej domu, a jedyne, co zabrał złodziej, to rysunki.

–Nie wierzę w takie zbiegi okoliczności – dodała zdecydowanym tonem. – Dwa włamania, niemal w tym samym czasie, i jedyne, co ginie, to rysunki z… – Przerwał jej sygnał telefonu. – Przepraszam cię, lepiej odbiorę. Może to Lidka.

–Tak, słucham…

–…

–Ksiądz proboszcz? – zdziwiła się Edyta.

–…

231

–Proszę wolniej, nic nie rozumiem. – Słuchała uważnie przez długą chwilę. Michał widział, jak zmienił się wyraz jej twarzy. Najpierw zdumienie, potem oszołomienie, na końcu niedowierzanie pomieszane z niepewnością.

–Tak, ja też nie wiem, co o tym sądzić – odezwała się w końcu. – Muszę kończyć, zadzwonię do księdza później. – Rozłączyła się i popatrzyła na Michała. Wyraz jej oczu był nieodgadniony. Wcześniejsze emocje zniknęły zastąpione przez głęboki namysł.

–Coś się stało? – spytał wreszcie Michał, nie mogąc się doczekać wyjaśnień. Edyta odpłynęła myślami daleko, sądząc po jej nieobecnym spojrzeniu.

–Kolejne włamanie. U przyjaciela księdza, konserwatora. Zgadnij, co zginęło…

–Pamiętnik? – Nie starał się ukryć zdziwienia, gdy skinęła potakująco głową.

–Ale dlaczego? – Nie rozumiał, co tu jest grane. Za dużo zbiegów okoliczności, za wiele nakładających się na siebie wątków, które pozornie nie miały związku, tak jak sprawa handlu narkotykami i zniknięcia młodych blondynek. – Co tam jest takiego, co… – nie dokończył zdania.

–Nie wiem. – Edyta zorientowała się, o co mu chodzi. – Chociaż… Może patrzymy na to od złej strony? Dla mnie był to pamiętnik szaleńca, mordującego w majestacie nieludzkiego prawa niewinne kobiety, ale ksiądz Adam obawia się, że w niepowołanych rękach… – Zamilkła i popatrzyła niepewnie na Michała. To, co chciała mu powiedzieć, raczej nie pomoże rozwiązać tej sprawy, najwyżej jeszcze bardziej ją zagmatwa.

Michał nie naciskał. Widział, że Edyta zbiera myśli. Odgarnął czule włosy zasłaniające jej twarz i czekał.

–Ksiądz Adam mówił, że w pamiętniku były szczegółowo opisane jakieś rytuały. Wiem, wiem – nie dopuściła go do słowa, gdy chciał jej przerwać – bzdury sprzed dwustu lat. Tylko że do tych rytuałów, a nawet do swoich prywatnych celów, Inkwizytor wykorzystywał zioła, jakieś grzyby, wytwarzał z nich halucynogeny lub coś w tym rodzaju. Proboszcz obawia się, że jeśli te receptury wpadną w niepowołane ręce, to wiesz…

64
{"b":"586706","o":1}