ЛитМир - Электронная Библиотека
A
A

– Powiesz im – ciągnął Kloss – że plan jest w zasadzie słuszny. Ale tylko w zasadzie. Chcę być osobiście na miejscu i kierować akcją. Dlatego też nie o 2.40, lecz dokładnie o 2.25 grupa dwóch, trzech ludzi zdejmie wartownika przy bramie. Musi to zrobić tak zręcznie, by Niemiec nie zdążył wystrzelić. O 2.30 ty i ja wejdziemy do fabryki. I wtedy rozpocznie się akcja. Powiedz im, że nawiążę kontakt z naszymi. Rozumiesz?

– Rozumiem.

Spojrzał na zegarek. Powinien jeszcze wstąpić do Bro-cha, a potem pójść na Kaiserstrasse. Kosek musi nadać meldunek i otrzymać odpowiedź. Natarcie przez kanał na fabrykę powinno zacząć się najpóźniej o drugiej. Było to wszystko bardzo ryzykowne, ale nie widział żadnych innych możliwości. Zapalił papierosa. Płomyk zapałki wydobył z ciemności twarz Basi. Ciemne worki pod oczyma, wargi bez kropli krwi.

– Trzymaj się, dziewczyno – powiedział. – Przyjdę po ciebie pod okno o godzinie drugiej. – Zawahał się. Może nie brać jej do fabryki? Musiał. Przecież tamci go nie znają i on ich nie zna.

– Co było po moim wyjściu u Glassów? – zapytał jeszcze.

Profesor powiedział żonie: „Nie pakuj się, zostajemy". Ona krzyczała i protestowała, a wtedy on położył jej dłoń na ramieniu i rzekł: „Kurt żyje. Jest w niewoli". I jeszcze coś, czego Basia nie zrozumiała. Potem Glassowa popłakiwała siedząc na wielkiej, zapakowanej już walizce, a on wrócił do gabinetu.

Usłyszeli odgłos kroków, ktoś wszedł do kuchni.

– Glassowa – szepnęła Basia. – Przygotowuje ziółka dla męża.

– Pamiętaj – mówił cicho Kloss – niech w fabryce będą gotowi, ale niech czekają na mnie. Najważniejsze: zdjąć wartownika.

Znowu kroki. Kloss wstał, podszedł do okna i właśnie wtedy rozległ się krzyk Glassowej.

– Fritz! – wołała – Fritz!

Po chwili była już w kuchni. Zanim Kloss zdążył wyskoczyć przez okno, biła pięściami w drzwi służbówki.

– Otwieraj! – krzyczała – otwieraj!

Kloss zniknął w ciemnościach ogrodu, Basia stanęła na progu.

– Dlaczego się zamykasz? Kto u ciebie był?

– Nikt, proszę pani.

– Gdzie jest mój mąż?

– Przecież pan profesor śpi w gabinecie – Basia mówiła swoją powolną, szkolną niemczyzną.

– Zniknął! – Glassowa pobiegła znowu przez kuchnię i stołowy. Stanęły na progu gabinetu. Drzwi od werandy były otwarte, wiatr pozwiewał papiery z biurka, obok kanapki, wciśniętej między szafy biblioteczne, leżały nocne pantofle profesora Glassa.

– Może wyszedł na chwilę – powiedziała Basia.

– Bez butów? – Glassowa wybiegła na werandę, potem do ogrodu. I znowu rozległo się wołanie: – Fritz! Fritz!

Gdy wróciła do gabinetu, jej oczy pełne były łez.

– Mój Boże, mój Boże – szeptała. – Co z nim się stało?

Podniosła słuchawkę telefonu, z trudem nakręciła numer.

– Tu Glassowa – powiedziała. – Chciałabym mówić ze sturmbannfuehrerem…

Brunner zjawił się w mieszkaniu Glassów po kilkunastu minutach. Nie zdejmując czapki spacerował po gabinecie profesora, niecierpliwie i jakby nieuważnie słuchając relacji Glassowej. Obejrzał nocne pantofle, poszperał w papierach i szufladach, wysłał dwóch ludzi do ogrodu, by dokładnie przeszukali teren.

Potem usiadł na kanapce i wyciągnął przed siebie nogi w znakomicie błyszczących butach.

– Powiedziała pani, Frau Glass, że był tu kapitan Kloss. -Ta informacja od początku wydawała się interesować go najbardziej.

– Tak – szepnęła.

– Rozmawiali w gabinecie. O czym?

– Ja nie podsłuchuję, panie sturmbannfuehrer.

– Szkoda. Co było potem?

– Już mówiłam. – Przyłożyła, chusteczkę do oczu. -Mąż kazał mi przerwać pakowanie.

– Dlaczego?

– Nie wiem. I nie pytałam, bo powiedział mi, że Kurt żyje. Rozumie pan? Tyle czasu nic nie wiedzieliśmy o naszym chłopcu… Pobeczałam się. Jest w niewoli, ale żyje.

– Skąd ta wiadomość?

Wzruszyła ramionami.

– Może przez Czerwony Krzyż?

– Żarty. O Kurcie powiedział pani po wyjściu Klossa?

– Tak.

– I co było dalej?

– Pobiegłam na werandę, do ogrodu, potem do służ-bówki po naszą Polkę. Zamknęła się na klucz. Wydawało mi się, że słyszałam głosy, że ktoś u niej był. Przesłucha ją pan?

– Przesłucham – odpowiedział niecierpliwie Brunner.

– No dobrze, niech pani ją zawoła.

Przyglądał się Basi bez zainteresowania. Ujął ją pod brodę, lekko trzepnął dłonią po policzku.

– – Co wiesz?

– Nic, proszę pana.

– Nie kłam. Miałaś u siebie chłopca?

– Nie, proszę pana… Mój chłopiec pracuje w fabryce. Pani Glass się zdawało.

Znowu ją uderzył. Nieco mocniej.

– Niemcom się nie zdaje, du… Kiedy widziałaś po raz ostatni profesora?

– Pan poszedł spać do gabinetu.

– Sprawdzimy jeszcze, czy nie kłamiesz. Powiedz mi…

Nie zdążył jednak zadać pytania. Do gabinetu wszedł SS-man, szepnął Brunnerowi parę słów do ucha i zniknął. Sturmbannfuehrer zesztywniał, zdjął czapkę…

– Idź stąd – rozkazał Basi i zwrócił się do Glassowej: – Musimy być dzielni – powiedział – jesteśmy Niemcami. Pani mąż nie żyje. Przed chwilą, niedaleko stąd, za ogrodem, znaleziono jego ciało. Musi pani pojechać ze mną. Trzeba zidentyfikować zwłoki.

6

Należało złożyć Brochowi sprawozdanie o sytuacji na piątym odcinku. Piąty odcinek – to właśnie kanał, najsłabszy punkt obrony, o który pułkownik niepokoił się najbardziej. Następnego dnia, ale dopiero następnego dnia, zamierzał posłać tam dwa bataliony Volksstur-mu, tymczasem miał nadzieję, że przeciwnik nie będzie zaczynał od forsowania przeszkody wodnej. Należało utrzymać go w tym przekonaniu. Między kanałem i fabryką ciągnęły się łąki i pastwiska pozbawione niemal umocnień; przecinał je tylko rów przeciwpancerny, skąpo obsadzony przez piechotę uzbrojoną w panzerfausty. Kloss nie sądził, aby ta przeszkoda była zbyt groźna. Jeśli natarcie zacznie się dostatecznie wcześnie, nasze wojska powinny dotrzeć na czas do fabryki.

Broch tkwił nad mapami, nie podniósł nawet wzroku, gdy kapitan wszedł do gabinetu.

Kloss powiedział:

– Na piątym odcinku nie zauważono żadnych ruchów nieprzyjaciela.

– W porządku – pułkownik wskazał mu krzesło. -Myślę, że rozpoczną natarcie na koszary i dworzec. W każdym razie ja bym tak postąpił na ich miejscu. Daje nam to szansę utrzymania portu i fabryki przynajmniej do jutra wieczór. A potem…

Zadzwonił telefan, pułkownik podniósł słuchawkę i słuchał czyjegoś meldunku.

Sprawa była widać ważna, bo Broch nie przerywał mówiącemu, a na jego twarzy rysowało się napięcie. Może meldują już o Glassie? Co się właściwie stało z profesorem? Kloss, gdy wyskoczył z okna pokoiku Basi, okrążył jeszcze willę i wszedł na pustą werandę. Słyszał głos Glassowej rozmawiającej przez telefon z Brunnerem. Na podłodze werandy pełno było śladów zabłoconych butów… Ślady wiodły od drzwi ścieżką do furtki wychodzącej na ulicę. Spenetrował ogród, ale nic nie znalazł, nie miał zresztą czasu, gestapo mogło się zjawić lada chwila. Zamordowano profesora? Porwano? Kto? Dlaczego? Po co?

Usłyszał głos Brocha:

– Dobrze. Wszystko zrozumiałem… Proszę wziąć pluton żandarmerii i pluton z batalionu Falkenhorna. Meldować. – Odłożył słuchawkę.

– Nasłuch ustalił koordynaty nieprzyjacielskiej radiostacji – powiedział. – Działa tu w mieście. Nieprawdopodobne!

Kloss z trudem panował nad twarzą. Najważniejsze: nie dać nic po sobie poznać i być na Kaiserstrasse wcześniej niż Niemcy. A meldunek? Za pół godziny rozpoczynał się czas nadawania; jeśli Kosek nie przekaże, że nacierać trzeba nocą, że o 2.40 robotnicy chwytają za broń, wszystko będzie stracone.

– Falkenhorn rozpocznie za godzinę przeszukiwanie kwadratu – powiedział Broch.

Kloss wstał.

– Wracam na piąty, panie pułkowniku. Mogę się od-meldować?

Broch skinął głową i w tej chwili na progu stanął Brunner. Warknął niedbale: Heil Hitler i natychmiast zwrócił się do Klossa:

– Spieszysz się, Hans?

– Spieszę się – chciał wyminąć Brunnera.

– Będziesz musiał jednak zostać. Chciałbym – podszedł do biurka Brocha – złożyć ważny meldunek, panie pułkowniku, i zadać w pana obecności parę pytań kapitanowi Klossowi.

Broch spojrzał na niego niechętnie.

– Co się znowu stało? Przypominam, że w tym mieście nie ma nic istotnego poza sprawami walki.

– To dotyczy profesora Glassa. – Brunner zwięźle relacjonował wydarzenia. Oznajmił, że SS-mani znaleźli ciało uczonego niedaleko ogrodu. Zwłoki były straszliwie zmasakrowane.

Broch skrzywił się, ale przyjął wiadomość dość obojętnie. Nic go teraz nie obchodziło oprócz spodziewanego natarcia.

– Czy pan wie, co to znaczy? – mówił Brunner. – Trzeba natychmiast meldować przez radio reichsfuehrerowi.

– Niech pan melduje. A co to ma wspólnego z kapitanem Klossem?

– Ma. Kapitan Kloss kilkanaście minut przed śmiercią Glassa był w willi profesora.

Broch wzruszył ramionami.

– Był pan tam, Kloss?

– Byłem – odpowiedział obojętnie. – Wracając z piątego odcinka. Przypomniałem sobie, że mam coś do przekazania profesorowi, a został tylko dzisiejszy wieczór. -Myślał szybko: Glassowa na pewno powtórzyła Brunnerowi to, co mąż powiedział jej po wyjściu Klossa…

– O czym rozmawiałeś z profesorem? – pytał Brunner.

– To nie ma nic wspólnego z tą sprawą – rzucił Kloss ostro. Patrzył Brunnerowi prosto w oczy. – Mogę jednak powiedzieć pułkownikowi… W czasie walk o Pom-mernstellung spotkałem pewnego oficera ze 148 dywizji, który był przyjacielem młodego Glassa. Powiedział mi, że syn profesora, ranny, dostał się do niewoli. A ponieważ jechałem właśnie do Kolbergu, prosił o przekazanie tego ojcu. -Wymyślił tę historyjkę na poczekaniu; brzmiała dość prawdopodobnie.

– Długo zwlekałeś, Hans – szepnął Brunner.

– Muszę przyznać, że zapomniałem o tym – Kloss zwracał się ciągle do pułkownika Brocha.

– Po twoim wyjściu – ciągnął sturmbannfuehrer – profesor powiedział żonie, że rezygnuje z ewakuacji…

59
{"b":"89364","o":1}