ЛитМир - Электронная Библиотека
A
A

6

Miasto było już inne, zniknęły białe prześcieradła, okna otwarte szeroko, na rynku powiewała flaga ze swastyką. Kloss w niemieckim mundurze z dystynkcjami kapitana szedł powoli ulicą, którą przed paroma godzinami odchodziła polska tyraliera.

Na rogu, niedaleko zburzonej kamienicy, leżał trup kobiety. Widział, jak do niej strzelano; oberst, z którym rozmawiał, powiedział krótko: erschossen. Nie zdążyła ściągnąć białego prześcieradła. SS-mani zatrzymali transporter i wyciągnęli ją z domu.

– Musimy być bez litości – powiedział pułkownik – przedtem nie byliśmy dostatecznie twardzi.

Była to trudna rozmowa. Teraz, gdy szedł powoli w kierunku apteki Ringa, mijając wozy pancerne i transportery, sądził, że najgorsze ma już za sobą. Pułkownik z dywizji pancernej, do którego zaprowadzili go SS-mani, nie należał ani do łatwowiernych, ani do naiwnych. Miał suchą, nieruchomą twarz pruskiego oficera, z której nic nie można było wyczytać. Przyjął Klossa tak, jakby już na niego czekał.

Teraz, gdy analizował raz jeszcze przebieg rozmowy, był nawet pewien: oberst już coś o nim wiedział. Sprawdził dokumenty, a potem zadał wszystkie niezbędne pytania: którędy Kloss przedzierał się z okrążenia, jakie nieprzyjacielskie jednostki spotkał na drodze, dlaczego pozostał w Bischofsfelde. Kloss odpowiadał krótko i precyzyjnie. Okazało się zresztą, że oberst służył kiedyś w 175 dywizji i zna dokładnie jej kadrę. Rozmawiali chwilę o Brunnerze.

– Więc nie wie pan, co się z nim stało? – zapytał oberst.

Kloss pomyślał, że także chciałby wiedzieć… Miał zresztą nadzieję, że Brunner nie zdąży dotrzeć do sztabu Schórnera…

– Nie wiem – powiedział. – Nie przedzieraliśmy się razem.

Najtrudniej było wyjaśnić, jak udało mu się wyrwać z rąk Polaków. Kloss miał żelazną zasadę: starał się zawsze, by jego relacje możliwie ściśle odpowiadały faktom. Zakładał, że pułkownik może przesłuchać kogoś z domu Ringa, jeśli nie przesłuchał dotąd… Opowiedział więc dokładnie o aresztowaniu, oświadczył, że udało mu się uciec w momencie, gdy pocisk z działa strzaskał narożną kamienicę.

– Miał pan szczęście – mruknął pułkownik. -Jak pan sądzi, kto mógł o panu donieść?

Interesowała go Anna-Maria Elken. Nie powiedział oczywiście, że zna to nazwisko, ale polecił Klossowi wymienić wszystkich, z którymi się zetknął w kamienicy Ringa. Każde słowo w tej rozmowie wydawało się znaczące. Było nawet dość dziwne, że dowódca frontowej jednostki wymaga relacji tak skrupulatnej. Wreszcie pułkownik oświadczył, że skieruje Klossa do sztabu zgrupowania. Dopiero wówczas kapitan odważył się zapytać o sytuację na froncie. Prusak popatrzył na niego szklanym wzrokiem.

– Nie ma żadnej sytuacji – mruknął. -Już me ma. Proszę załatwić swoje sprawy i jechać do sztabu.

Otrzymał mundur, ogolił się. Gdy zobaczył się w lustrze znowu w tym mundurze, odniósł wrażenie, że patrzy na kogoś obcego. Tak mocna była w nim pewność, że już nigdy więcej, że już nie będzie grał tej roli, a tymczasem znowu… Mundur leżał zresztą kiepsko, był zbyt obszerny, buty uciskały.

SS-mani z transporterów nie oddawali honorów wojskowych, udawali, że nie dostrzegają oficera. Spoglądali na północ, skąd dobiegała nieustannie artyleryjska kanonada. Teraz znowu bliższa niż przed godziną. Jak długo to jeszcze potrwa? Tydzień? Dwa? Zupełnie wystarczy, żeby parę razy zginąć, a Kloss nie miał ochoty ginąć na progu zwycięstwa.

Stanął przed domkiem Ringów. Kogo zastanie w mieszkaniu aptekarza? Czy człowiek pułkownika Ringa zameldował się już w dowództwie jednostki? A Anna-Maria?

Drzwi wejściowe zastał otwarte. Na korytarzu starał się zachowywać jak najciszej. Z dużego pokoju, nazywanego tu stołowym, dochodziły głosy Berty i Ingi. Któraś z nich włączyła patefon… Horst Wessel Lied ze zdartej płyty… Parę taktów przerwanych nagłym zgrzytem…

– Dlaczego wyłączasz? – to głos Berty.

– Daj mi spokój.

– Nie cieszysz się?

– Nie wiem – to Inga. – Zdawało mi się, że ktoś wszedł.

Może Anna-Maria?

– Wolałabyś Klossa, co?

Więc panny Elken jeszcze nie ma… Kloss nacisnął klamkę drzwi prowadzących do jej pokoju. Nie były zamknięte na klucz, tu zresztą nie zamykano drzwi na klucz.

Zajrzał do szafy, potem dostrzegł walizkę ukrytą za tapczanem. Otworzył ją bez trudu, posługując się maleńkim wytrychem ze swojego kompletu.

Szybko badał zawartość; miał nadzieję znaleźć coś, co potwierdziłoby ostatecznie podejrzenia i wykluczyło ewantualność prowokacji. Bielizna, kosmetyki, „Mein Kampf ", puszka z kawą… Walizka nie miała drugiego dna. Badał wszystkie przedmioty po kolei. Najuważniej oczywiście kosmetyki. Rozkręcał szminki, oglądał grzebienie, otwierał buteleczki z wodą kolońską. Nic. Obejrzał także puszkę z kawą. Znał systemy stosowane w polskim i niemieckim wywiadzie, z Amerykanami me spotkał się dotąd, a w każdym razie nie grał dotąd przeciwko nim. Opukując „Mein Kampf" upuścił na podłogę puszkę z kawą; potoczyła się na środek pokoju. Gdy ją podnosił, już wiedział… Boczna ścianka odskoczyła, odsłaniając schowek…

Niezbyt pewne – pomyślał.

Zobaczył cieniutki zwitek mikrofilmu; wymagał oczywiście dokładniejszych badań, ale tak na oko zawierał zdjęcia jakichś konstrukcji przemysłowych. Pochylił się nad walizką, by wszystko zostawić w jakim takim porządku, gdy nagle szczęknęły drzwi. Odwrócił się gwałtownie, ale nie zdążył wyciągnąć pistoletu… Zresztą sam nie był pewien, czy powinien to uczynić. Na progu stała Anna-Maria Elken, w mundurze sturmfuehrera, z bronią gotową do strzału.

– Rzuć tę pukawkę – powiedział obojętnie Kloss.

– Zdążyłeś już zameldować, co? Myślałeś, że dam się złowić jak idiotka?

– Podziwiam twoją odwagę – mówił teraz zupełnie szczerze. -Jak dawno pracujesz dla Jankesów?

Strzeli czy nie? Tak, z całą pewnością strzeli. Sekundy rozciągały się jak guma, a sytuacja wyglądała beznadziejnie.

Widział dłoń Anny-Marii, palec na cynglu, i…

W tej chwili w otwartych gwałtownie drzwiach zobaczył Ingę. Dziewczyna mocnym uderzeniem wybiła Annie-Marii broń z ręki. Pistolet upadł na podłogę.

– Słyszałam – szepnęła Inga, z trudem łapiąc oddech -słyszałam, jak pan powiedział: „Pracujesz dla Jankesów"…

– Dziękuję, Ingo – mruknął Kloss i podniósł pistolet.

Spojrzał na Annę-Marię. Najchętniej by powiedział:

„Widzisz, co narobiłaś, idiotko?".

– Uratowałam panu życie – Inga wyraźnie oczekiwała podziękowań. – Tak się cieszę, że Polacy pana puścili.

– Zwiałem – burknął. Bawił się pistoletem Anny-Marii i nie spuszczał jej z oczu. Co powiedzieć Indze? Że żartowali… Oczywiście nie uwierzy. Zresztą panna Elken zrezygnowała z wszelkich prób obrony.

– Hitlerowska żmija – szepnęła patrząc na Ingę. Inga nie zwracała na nią uwagi.

– Pan się tak zachowuje… jakbym… – Nie dokończyła. – Ona przecież chciała pana zabić!

Była to święta prawda, ta dziewczyna uratowała mu życie.

Trudno o coś bardziej idiotycznego – pomyślał i pocałował Ingę w policzek. Zarumieniła się.

W tej chwili usłyszeli wartkot motoru; przed domem stanął samochód. Inga skoczyła do okna.

– Stryj! – krzyknęła.

Nie, tego było stanowczo za wiele, nawet dla Klossa. Amerykańska agentka, Niemka z BDM ratująca mu życie i wreszcie ten wytrawny lis z Abwehry, który niełatwo da się wykiwać. Przyszło mu do głowy tysiąc pomysłów, a żaden z nich nie był wart nawet funta kłaków.

Inga wybiegła z pokoju, zostawiając drzwi otwarte; Anna-Maria usiadła na tapczanie i zażądała papierosa. Tej już przynajmniej wszystko jedno! Będzie grała swoją ostatnią grę!

Kloss został przy drzwiach; słyszał rozmowę Ingi i Ringa – nie była to zresztą zbyt serdeczna rozmowa. Pan pułkownik usiłował nawet być miły, przynajmniej na początku.

– Jak się masz, Ingo! Wróciłem wcześniej, niż przypuszczałem. – Pochylił się, żeby ją pocałować. Dziewczyna odskoczyła.

– Nie podchodź do mnie!

Był naprawdę zdziwiony.

– Zwariowałaś? Co się stało?

– Strzelałeś do starej Marty!

Kloss przez uchylone drzwi zobaczył twarz Ringa. Pułkownik był wyraźnie zaskoczony; milczał.

– Powiedz – powtórzyła Inga – strzelałeś do Marty!

– Ona żyje?

– Nie wiesz? Kazałeś ją przecież dobić dzisiejszej nocy.

– Ach tak. – Ring znowu chciał położyć dziewczynie dłoń na ramieniu, ale Inga cofnęła się gwałtownie. -W porządku – rzucił. – Potem ci to wyjaśnię. Bądź mądrą dziewczyną…

Kloss pomyślał, że istotnie byłoby najmądrzej, gdyby Inga milczała, ale dziewczyna me chciała milczeć.

– Jak możesz tak mówić! Ona mi wszystko powiedziała, stryju!

Jeszcze i to. Kloss zrozumiał, że życiu Ingi grozi teraz niebezpieczeństwo; wystarczyło spojrzeć na twarz Ringa. Pułkownik z Abwehry podejmował już jakąś decyzję. Kloss otworzył szeroko drzwi i stanął na progu. Postanowił przerwać tę scenę. Ring dostrzegł go natychmiast.

– Kto to jest?

– To kapitan Kloss – powiedziała Inga. – Rozmawia właśnie z amerykańskim szpiegiem, panną Elken. Uratowałam mu przed chwilą życie, ale nie okazał zbytniej wdzięczności. Piękne towarzystwo, nie ma co mówić – dodała.

– Wróć do swego pokoju i nie wychodź – rzucił ostro Ring. Potem, nie witając się z Klossem, wszedł do pokoju Anny-Marii.

– Witam panią, sturmfuehrer Elken – powiedział. -Poznaliśmy się w sztabie przed wyjazdem z Bischofsfel-de. Pamiętasz?

Anna-Maria oglądała Ringa bez niepokoju, w jej oczach zapłonęły jakieś iskierki. Kloss bardzo był ciekaw, jak się zachowa ta dziewczyna, czy zagra va banąue, czy spróbuje zaprzeczać.

– Kapitanie Kloss – Ring zwrócił się do niego po raz pierwszy – rozpoczął pan przesłuchanie?

– Nie, jeszcze nie. Chciałem zameldować… – nie skończył. Ring jakby znowu zapomniał o jego obecności.

– My się nie cackamy z wrogami, panno Elken. Jesteś Niemką?

– Nie – Anna-Maria wstała. – Jestem oficerem amerykańskiego wywiadu.

Kloss uśmiechnął się mimo woli. „Koleżanka". Trzeba przyznać, że na odwadze jej nie zbywa. Postanowiła jednak zagrać va banąue. A Ring? Jak się zachowa Ring?

69
{"b":"89364","o":1}