ЛитМир - Электронная Библиотека
A
A

Czy można sobie wyobrazić, aby Kochający Ojciec potępił swoje dzieci, choćby nie wiem jak nabroiły!? A rodzice ziemscy, czy wyrzekają się popełniających błędy własnych dzieci? Wręcz przeciwnie, są one obiektem ich nieustannej i szczególnej troski! Biblia mówi jasno: „Bóg nie chce śmierci grzesznika, lecz aby się nawrócił i żył”… „Ja nie mam żadnego upodobania w śmierci – wyrocznia Pana Boga…” [20]

Kto twierdzi, że Bóg – Najlepszy Ojciec, Który Syna swojego dał na Ofiarę za nas – jest jednocześnie mściwym katem i oprawcą, wtrącającym za karę ludzi do piekła na wieczne męki – jest winien obrazy Boskiej. Winni są wszyscy teolodzy i współcześni „uczeni w Piśmie”, którzy straszą biednych ludzi Bogiem – sadystą.

Żeby nie wyglądało to w ten sposób – wymyślono przewrotną, szatańską tezę, iż to sam człowiek, popełniając grzech skazuje się na ogień wieczny, a Pan Bóg nie ma z tym nic wspólnego. Wyobraźmy sobie palące się w pożarze dziecko i stojącego obok spokojnie ojca. A może to teolodzy i bibliści są sadystami!? Nie posądzam ich o to, ale jak potrzebowali bicza na owieczki to go ukręcili! Prawda jest taka, że „Bóg za dobre wynagradza”, a złe puszcza w niepamięć nawróconym; przebacza zaś grzesznikom. Jeśli tak nie jest, to cóż warte byłoby nasze życie – ciężkie i pełne cierpienia, niepewności i strachu; kończące się śmiercią, sądem i mękami!? Już sama wiara w Jezusa Chrystusa, a nie pełnienie dobrych uczynków, jest dla naszego Ojca wystarczającym powodem, aby przebaczyć nam nawet najcięższe winy. Jeśli ktokolwiek ma co do tego jakieś wątpliwości – musi koniecznie przeczytać List Świętego Pawła do Rzymian [21] . Ja jestem tylko ułomnym człowiekiem i mogę kłamać, ale Słowo Boże nie kłamie!!!

Nie jest żadną tajemnicą, iż przesłania płynące z Biblii oraz moje poglądy odbiegają zasadniczo od stanowiska i dogmatów kościelnych. Nie waham się jednak występować otwarcie przeciw zwodniczym, anachronicznym naukom – nie mającym żadnego oparcia w Piśmie Świętym. Obecnie, teologowie katoliccy mają najwięcej pracy z „naciąganiem” skostniałej, niehumanitarnej doktryny – wyrosłej na autokratywnych rządach papieży – do współczesnej myśli ludzkiej.

Papieże, począwszy od Jana XXIII a zwłaszcza Pawła VI, doskonale zdawali sobie sprawę, że to „ostatni dzwonek” dla Kościoła. Trzeba było (ciągle się to robi) wyprostowywać najbardziej okrutne prawa w historii świata, jak np. „wieczne pozbawienie oglądu Boga” przez maleńkie, nowonarodzone dzieci i wszystkich dorosłych, którzy nie zdążyli przyjąć Chrztu. Dopiero Paweł VI złagodził nieco tę katolicką naukę. Jak czuli się przez całe wieki rodzice martwych noworodków albo przedwcześnie zmarłych niemowląt, kiedy „na pociechę” po stracie dziecka, Kościół skazywał ich nieszczęsne maleństwa na męki w „nieugaszonym ogniu” – za „skazę” grzechu pierworodnego. Wystarczyło kilka sekund spóźnienia lub chwilowy brak wody do Chrztu i „pechowa” istotka szła do piekła, z powodu głupiego jabłka zjedzonego 6000 lat wcześniej przez oszukaną Ewę.

Kolejnym przykładem „nieomylności” Kościoła może być odwrót od stanowiska w sprawie celu aktu seksualnego. Aż do czasów obecnych, każde zbliżenie mężczyzny i kobiety było grzeszne, nawet…w małżeństwie. Tylko Maryja była „bez grzechu poczęta”. Niedawno dokonała się prawdziwa rewolucja – grzechu nie ma,,jeśli stosunek ma na celu poczęcie dziecka”. Najnowsze poglądy teologów moralnych mówią nawet nieśmiało już nie o prokreacji, ale o miłości jako głównym celu małżeństwa.

Takie przykłady można mnożyć. Teologowie mają masę pracy z zachowaniem choćby cienia pozoru stałości doktryny katolickiej – sztandarowego hasła Kościoła. Rezultat tych wysiłków jest jednak żałosny, a oczywiste zaprzeczanie nauce wcześniejszych papieży, dowodzi niezbicie ich omylności.

ROZDZIAŁ VI OPATRZNOŚĆ I JEJ BRAK

Powróćmy jednak do naszych rozważań i początkowych, kluczowych pytań – jak traktuje nas Bóg? jak pogodzić nieskończoną miłość Boga z bezmiarem zła i cierpień na ziemi? Spróbujmy jeszcze raz wyobrazić sobie całą ludzką niedolę – zarazy dziesiątkujące przez wieki całe narody, nieludzkie prawa i okrutne tortury, niewolnictwo, wojny, komory gazowe, nieuleczalne choroby; klęski głodu, żywiołów itd. Każdy z nas mógłby dopisać do tej listy własne życiowe udręki i zmagania z losem. Dlaczego Bóg dopuszcza (nie zsyła!!!) do takich rzeczy – czyniąc z ziemi, którą dał człowiekowi – „padół łez”!?

Aby to wszystko zrozumieć, należałoby spojrzeć na świat i ludzi z Jego perspektywy, która jest nieogarniona! My sami, zmagając się z problemami dnia codziennego, widzimy tylko czubek własnego nosa. Bóg widzi wszystko: przeszłość, teraźniejszość i przyszłość – zamiary, działania i konsekwencje. Przede wszystkim jednak wie najlepiej, co będzie naszą nagrodą. Bez wątpienia gra jest „warta świeczki”, bo – jak zapewnia św. Paweł: „Ani oko ludzkie nie widziało, ani ucho nie słyszało, ani serce człowieka nie zdołało pojąć, jak wielkie rzeczy przygotował Bóg tym, którzy Go miłują” [22] .

Dla nas, żyjących w ograniczonym świecie materii, życiowe fatum wydaje się zupełną tragedią; każde niepowodzenie – dotkliwą udręką; załamanie planów – sytuacją bez wyjścia; śmierć – końcem wszystkiego. Najlepiej świadczą o tym samobójstwa, popełniane już niemal na skalę masową. Tymczasem Bóg wie, że całe nasze ziemskie życie, wraz z jego bagażem radości i smutków, jest tylko chwilą – usychającym z każdą chwilą źdźbłem trawy. Przecież nawet małe dziecko z każdą sekundą przybliża się do śmierci. Dosłownie należy brać słowa Biblii, która mówi wielokrotnie: „Do nieśmiertelności Pan Bóg stworzył człowieka”. Ziemia nie jest naszą ojczyzną, ani naturalnym miejscem istnienia. Od Boga wyszliśmy i do Boga zdążamy. Obecne życie to tylko jedna wielka przygoda, jaką Ojciec zafundował swoim dzieciom. Jesteśmy tu jak dumne, dzikie zwierzęta, zamknięte tymczasowo w ogrodzie zoologicznym, które próbują się w nim jak najlepiej urządzić. Jest to jednocześnie czas oczyszczenia. Same niedogodności, których doświadczamy żyjąc na ziemi, automatycznie i bezpowrotnie gładzą nasze synowskie nieposłuszeństwa. Śmierć jest jedynie przejściem do prawdziwego życia i ukojeniem duszy po trudach wcielenia. „Nasza bowiem ojczyzna jest w Niebie” [23] – mówi Pismo Święte.

Nie ma żadnej Bożej opatrzności nad światem, żadnego zwierzchnictwa – o którym tak często mówi Kościół! Nie istnieje żadna opieka!!! Gdyby przyjąć istnienie czegoś takiego, należałoby również odwrotnie – obciążyć Boga wszelkim złem i cierpieniem na ziemi. Opatrzność oznacza bowiem także pełny nadzór i kontrolę. Uwielbiamy Boga za słońce, deszcz, urodzaje – a co z suszami, powodziami i klęskami głodu! Dziękujemy za szczęśliwą podróż samochodem czy samolotem – a co z tymi, dla których podobne wojaże kończą się kalectwem lub śmiercią! Idąc konsekwentnie tokiem „kościelnego” rozumowania, należałoby obarczyć winą za to wszystko wcześniejszego „Dobroczyńcę” i nazwać Go teraz „mordercą”, „tyranem”, „sadystą”, a w najlepszym wypadku powiedzieć: „Bóg nas opuścił, gniewa się na nas…”. Przypomnijmy sobie, jak często w modlitwach błagaliśmy z całej duszy o to czy tamto. Fakt, iż Niebo pozostało głuche na nasze wołania ma oznaczać Boży gniew, nauczkę; albo to, że On nie istnieje!? Według doktryny katolickiej – to pierwsze; ateiści przyjmą drugie rozwiązanie. Obydwa są błędne. Naturalnie Wszechmogący może ingerować w życie ziemian i bez wątpienia często dzieje się to w indywidualnych przypadkach, ale nie uczynił tego wobec całego rodzaju ludzkiego od czasu Ukrzyżowania i Zmartwychwstania Chrystusa; zgodnie z zapowiedzią, że „żaden znak” nie będzie więcej dany ludzkości [24] .

Kościół, który przypisuje sobie pośrednictwo Boskiej Mocy wydaje się być często żenująco naiwny w swoim przepowiadaniu i ograniczony w myśleniu, albo (co bardziej prawdopodobne) ma za takich, swoich własnych wiernych. Pytam się naszego drogiego papieża, dla którego mam wielki szacunek: jak wytłumaczyć to, że wkrótce po jego uroczystym apostolskim błogosławieństwie we Wrocławiu – ziemię tę zalały niszczące masy wody? Czy jest to dowód na Bożą opatrzność; znak szczególnej łaski dla namiestnika Chrystusowego; a może fakt ten łączy się ściśle z mocą samego błogosławieństwa? Nie bez powodu trudno jest wytypować miasta, które nasz wielki Rodak ma odwiedzić podczas kolejnej pielgrzymki do Ojczyzny w przyszłym roku – Polacy boją się po prostu nadmiaru „łask”, które jak zwykle mają obficie spłynąć na Kraj, po wizycie „Ojca Świętego”.

Nie papież jest tu jednak winien, ale archaiczna, głupia doktryna, czyniąca go wielkim czarownikiem we własnym plemieniu. Swoją drogą „zaklinanie” przez księży uciążliwych zjawisk pogodowych czyli tzw. modlitwy o słońce lub deszcz, przypominają do złudzenia czasy plemienne w historii ludzkości, kiedy funkcję tę pełnili właśnie czarownicy. Wierzcie mi, że Pan Bóg też ma co innego do roboty niż topienie niewinnych ludzi albo nękanie ich gradem, suszą czy wichurą. Niemal dwa tysiące lat po Zmartwychwstaniu Tego, Który uciszał burze i wiatry – ludzie ciągle żądają „znaku”, a duchowni jak zwykle skwapliwie wychodzą naprzeciw zapotrzebowaniu klientów. Zawsze przecież można powiedzieć, że Msza albo modlitwa nie poskutkowała, ponieważ: „Pan Bóg ciągle się gniewa”; „daje znak swojej opatrzności”; „napomina i ostrzega!”

„Macie oczy, a nie widzicie; macie uszy, a nie słyszycie? [25] – światem po prostu rządzi PRZYPADEK!!! Bóg puścił sprawy na ŻYWIOŁ! Tylko On mógł to zrobić, bo tylko On wie, jakie będą nasze losy. Za cenę doczesnej przypadkowości czeka nas pocieszenie i wieczna nagroda po śmierci. To jedyne rozsądne wytłumaczenie tego, co dzieje się wokół nas; tego całego niezawinionego zła, pozbawionego jakiegokolwiek sensu.

[20] Ez. 18, 32.


[21] Rzym. 3, 21 – 31 oraz 5, 20 – 21.


[22] I Kor. 2, 9.


[23] Filip, 3, 20 – 21.


[24] Mt 12, 38 – 40.


[25] Mk. 8, 18; Iz. 6, 9; Jr. 5, 21; Ez. 12, 2.


32
{"b":"89366","o":1}