ЛитМир - Электронная Библиотека
ЛитМир: бестселлеры месяца
Оторвись от телефона!
Задача трех тел
Волшебный пендель
Эмма Мухина и Тайна одноглазой Джоконды
Редкая птица
Отверженная
Геометрия моих чувств
Палитра его пороков
Озорная классика для взрослых
A
A

– nie musiał go rozgrzeszać z licznych zbrodni; stwierdził tylko: „Dziś ze mną będziesz w raju” [35] . W słowach Jezusa nie znajdziemy wzmianki o jakiejkolwiek pomście Boga nad człowiekiem. Jeśli nawet ktoś chciałby w ten sposób interpretować niektóre z Jego wypowiedzi

– napotka zawsze, przy końcu każdej Ewangelii, na opis Ukrzyżowania, Śmierci i Zmartwychwstania Naszego Pana. Dwa pierwsze fakty stanowią Najdoskonalszą Ofiarę – Zadośćuczynienie za grzechy całego świata. Są jednocześnie obrazem losów każdego człowieka na ziemi – droga krzyżowa życia, kończącego się śmiercią. Kontynuacją, następstwem tego ciężkiego życia, jak w przypadku Jezusa, będzie zmartwychwstanie każdego z nas. Śmierć zostanie ostatecznie zniszczona wraz ze swoim „ojcem szatanem” [36] . Stanie się to podczas powtórnego przyjścia Chrystusa. To, czego Ojciec nie powiedział przez swojego Syna, wyraził najpełniej ofiarując go za nas na śmierć. On zaś, uzyskawszy nad nią pełną władzę, unicestwi ją raz na zawsze, aby już nigdy żaden człowiek nie musiał przez nią przejść. Naszym przeznaczeniem jest życie wieczne z Bogiem i niemożliwe jest istnienie człowieka bez Niego: „…bo w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy…jesteśmy bowiem z Jego rodu” [37] .

Cały porządek Wszechświata oraz zamysł stworzenia, mający swoje źródło w Bożej miłości, nie można pogodzić z istnieniem piekła. Wizja współistnienia przez wieczność dwóch rzeczywistości – wiecznego potępienia i wiecznej nagrody, kłóci się z Bożym Objawieniem, którego myślą przewodnią jest zrównanie dobrych i złych pod skrzydłami nieskończonej miłości Stwórcy. Jak czuliby się zbawieni w Niebie, patrząc na męczarnie potępieńców w piekle. A może ich nagroda polegać ma po części na satysfakcji z oglądania w „niebiańskim coloseum” cierpień skazanych przez boskiego Cezara. Tymczasem On jest dobry dla „niewdzięcznych i złych”, a więc Jego odpłata również będzie równa. Najlepiej obrazuje to „Przypowieść o robotnikach pracujących w winnicy” [38] . Jezus na koniec stawia w niej pytania skierowane do wszystkich zadufanych w swoją świętość i wybranie, a także do tych, którzy pracując w Jego Kościele spodziewają się tylko z tego tytułu jakichś szczególnych względów:

„…Czy mi nie wolno uczynić ze swoim, co chcę? Czy na to złym okiem patrzysz, że ja jestem dobry?…”

Nowy Testament, choć też pisany tylko przez ludzi będących zawsze pod określonymi wpływami i żyjących w określonej, narosłej na przestrzeni wieków świadomości, zmierza do jednej konkluzji: «BÓG JEST MIŁOŚCIĄ».

Kościół pierwszych wieków kultywował tę prawdę i było to powodem wielkiej radości jego członków. Pierwsi Chrześcijanie wypełniali wolę Bożą nie z bojaźni przed karą piekła i potępienia, lecz z wdzięcznością i miłością. Chrześcijaństwo rozkwitło jako religia „nadziei, która zawieść nie może”. Poganie z niedowierzaniem i zazdrością patrzyli na szczęśliwych biedaków, roześmiane kaleki; skazańców idących na śmierć męczeńską, z modlitwą wdzięczności na ustach. „…Skoro Bóg jest z nami, cóż może uczynić nam człowiek!?…” – było ich zawołaniem. Ci przepełnieni Duchem Świętym uczniowie Chrystusa mieli po prostu świeżo w pamięci Jego słowa – „Nie lękajcie się, Jam zwyciężył świat” [39] , a także pełne otuchy pouczenia apostołów.

Na przestrzeni wieków szatan zmącił obraz Boga w sercach samozwańczych papieży oraz w świadomości innych hierarchów Kościoła. Bóg stał się straszakiem, a samo straszenie Bogiem skutecznie podnosiło rangę tych, którzy straszyli najbardziej, nabijając przy okazji ich kiesy pieniędzmi zastraszonych. Ileż to razy w historii, papieże uciekali się do podstępnych intryg – szantażując królów i cesarzy gniewem Bożym, ekskomuniką, potępieniem lub wręcz odebraniem władzy w zamian za ustępstwo, posłuszeństwo czy okup?! Do dzisiaj bezkarnie szantażuje się i straszy ogniem piekielnym setki milionów wierzących na całym świecie. Papieże, kardynałowie, biskupi, teolodzy, bibliści, kapłani – zapominacie o jednym: motywem wiary ma być MIŁOŚĆ, nie strach!!!

Jak mamy jednak traktować konkretne opisy piekła, takie jak np. „Historia o bogaczu i łazarzu” [40] albo wizję Sądu Ostatecznego nad całą ludzkością [41] i związany z nim podział na „owce i kozły”?

Te wszystkie fragmenty Ewangelii potwierdzają niezbicie nasze wnioski oraz konkluzję, mówiącą o braku jakichkolwiek kar ze strony Boga. Poetyckość obrazu piekła i Nieba w przypowieści o nagrodzie dla Łazarza i karze, jaka spotkała nielitościwego bogacza – jest oczywista. Ani otchłań piekielna, ani też „łono Abrachama” nie mogą być dwiema dolinami przedzielonymi fosą nie do przebycia. Nie są to fizyczne miejsca. Łazarz nie mógł mieć po śmierci palca, żeby go umoczyć w wodzie, a bogacz języka – gorącego od piekielnych płomieni. Natchniony autor pragnął jednakże oddać głęboką myśl i przesłanie

– wielki duchowy żal człowieka niegodziwego, który dopiero po śmierci uświadamia sobie skutki swoich grzechów. Wstydzi się i ma wyrzuty sumienia, które „palą” jego duszę, kiedy mimo wszystko Bóg daje mu obiecaną nagrodę, wysłużoną krwią Chrystusa. Przypomina to znowu „Przypowieść o robotnikach pracujących w winnicy”. Ci, którzy nie zasłużyli na zapłatę – otrzymują ją na równi ze wszystkimi

– wbrew ludzkiej logice i elementarnemu pojęciu sprawiedliwości.

Jezus rozdzielający ludzkość na sprawiedliwe owce i złe kozły, chce także podkreślić wagę najważniejszego Przykazania Miłości. Nie można kochać Boga, którego się nie widzi, ignorując ludzi wśród których się żyje. Wyjątkowo podli, nielitościwi ludzie nie zaznają po śmierci ukojenia – trawić ich będą prawdziwe duchowe katusze na wspomnienie zła, które wyrządzili swoim bliźnim.

Święty Augustyn natchniony Duchem Bożym wypowiedział kiedyś sentencję, która śmiało może stać się motto życiowym oraz zawołaniem każdego bez wyjątku człowieka – „Kochaj i czyń co chcesz!” Tak w ogromnym skrócie powinno wyglądać nasze życie. Kierując się w życiu miłością i przebaczeniem, stajemy się podobni do Boga. W ten właśnie sposób najpełniej wypełniamy Jego wolę i zarazem pierwotny zamysł, który towarzyszył Wszechmogącemu, kiedy nas stwarzał. Nie ma innego sensownego wytłumaczenia dla samego faktu stworzenia człowieka, jak tylko miłość Stwórcy. Według słów Jezusa, również wszystkie Przykazania Boskie streszczają się i sprowadzają do tego jednego – Przykazania Miłości Boga i bliźniego. Miłość jest kluczem do zrozumienia świata, sensu istnienia i przemijania; jest także odpowiedzią na wszystkie pytania człowieka. Z miłości powstaliśmy, w miłości mamy żyć, z miłości będziemy rozliczani i miłość w końcu okaże się naszym wybawieniem.

Powyższą, złotą myśl Augustyna trzeba rozpatrywać w szerokim kontekście. Na pewno i po pierwsze „kochaj” – kieruj się w życiu miłością. Jednakże, tak jak prawa do wolności każdego z nas nie można utożsamiać z prawem do samowoli, tak też nasze „kochanie” nie może pozostawać w konflikcie z „kochaniem” innych ludzi. Mówiąc o kochaniu myślimy przecież nie o miłości własnej, bo tej chyba każdy z nas ma w sobie aż nadto, ale o obdarzaniu miłością wszystkich innych – naszych bliźnich. Jeśli zaś bliźnich, to nie tylko członków najbliższej rodziny – żonę, męża, rodziców, dzieci.

Wielu ludzi tłumaczy sobie (a nawet księżom na spowiedziach) swoje świństwa wyrządzane „obcym” – miłością i troską o swoich najbliższych. Jest to – ich zdaniem – doskonałe usprawiedliwienie, szczególnie kradzieży i wszelkich oszustw. Jezus pyta się takich ludzi: „Jeśli bowiem kochacie tylko tych, którzy was kochają – cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią?” [42] . Nasza miłość nie może naruszać praw innych ludzi, lecz odwrotnie – musi im te prawa zapewniać. Szczytem, ideałem takiej postawy jest miłość nieprzyjaciół. Augustyna – „…i czyń co chcesz” – jest samo w sobie wynikiem, konkluzją kochania. Innymi słowy Święty, nie bez racji, zakłada, iż człowiek który naprawdę kocha nie może być zły. Nie wolno tego mylić z platońską filozofią poznania dobra i zła, które to poznanie determinuje ściśle określone zachowania. „Czyń co chcesz” – bo twoja szczera miłość cię usprawiedliwia i daje ci gwarancję zbawienia! W podtekście tej sentencji, która mówi o miłości człowieka, ukryta jest miłość i przebaczenie Boga. Jest tu również miejsce na ludzkie słabości, błędy, a także na sam… brak miłości. Nasz Stwórca wie przecież najlepiej, że każdy z nas jest w równym stopniu zdolny do nienawiści. Tu z kolei otwiera się pole do działania dla Jego Miłości. Wyraża się ona najpełniej w przebaczeniu bez granic, pełnym zrozumieniu oraz poszanowaniu wolności człowieka. Bóg nie potępia, nie nakazuje, nie ingeruje. Powiedział już co jest dobre, a co złe – dał nam swoje Przykazania. Zawsze ograniczał się tylko do napominania, dawania wskazówek. Czekał i ciągle czeka z nadzieją na nawrócenie każdego, kto źle wykorzystuje Jego wielkoduszny dar – wolną wolę. Jest Ustawodawcą, a nie wykonawcą wyroków; życzliwym, troskliwym Obserwatorem, a nie policjantem. Jest naszym Ojcem! Czy ktoś słyszał kiedyś o ojcu, który swoje własne dzieci skazuje na śmierć, potępienie i wieczne męki!? Czyż On mógłby choć biernie przyglądać się, jak po trudach i cierpieniach ziemskiego życia, Jego córki i synowie cierpią w otchłani piekielnego ognia!?

On nie, ale kościelni ustawodawcy nie wahają się „wrzucać” tam niemal wszystkich, nie wyłączając małych dzieci. Niemal wszystkich

– prócz siebie! Sami nazywają się „wybrańcami”, „pomazańcami Bożymi”. Mówią o sobie: „następcy apostołów”, „zgromadzenie święte”, „królewskie kapłaństwo”. Swoje faryzejskie, obłudne, instrumentalne i interesowne podejście do Słowa Bożego, Bożych Przykazań i powierzonej sobie Bożej Owczarni – określają mianem: „obrony depozytu wiary”. Wszelkie ewidentne błędy i wypaczenia – jeśli już (wyjątkowo!) się do nich przyznają – zwykli kwitować „Ecclesiae suplet” – „Kościół ponad wszystko”, „potęga Kościoła to przewyższa”. Takie samo podejście charakteryzuje tych „nieomylnych stróżów moralności” wobec wszelkiego rodzaju krytyki ich doktryny. Niewybaczalne jest poddawanie w najmniejszą wątpliwość choćby jednego ustalonego dogmatu; można go co najwyżej samemu trochę „nagiąć” dla własnych potrzeb i korzyści. „Święte gremium” nie zniży się przecież nawet do polemiki z jakimkolwiek odstępcą, który w „normalnych” warunkach tzn. w Średniowieczu – okresie świetności Kościoła, najbardziej odpowiadającym jego ideologii – powinien podtrzymać płomień jakiegoś stosiku. Ludzie, na litość Boską! Czy w XXI wieku można tolerować jeszcze takie anachronizmy i zacofanie pod demagogicznymi szyldami „Bożego wybraństwa” oraz „niezmienności natchnionej nauki”. Bez wątpienia o wiele łatwiej jest w ten sposób trzymać w ciemnocie całe narody, a swoje własne struktury w ryzach i pozorach jednomyślnej, niepodzielnej całości. To nie ma nic wspólnego ani z konserwatyzmem, ani też z kultywowaniem „czcigodnej” tradycji. Jeśli natomiast komuś wydaje się, że dyktatury, monarchie, imperializmy, szowinizmy oraz ideologie oparte na propagandzie sukcesu i strachu mamy już dawno za sobą – grubo się pomylił: Kościół Katolicki jest wieczny!

[35] Łk. 23, 43.


[36] Hebr. 2, 14.


[37] Dz. Ap. 17, 28.


[38] Mt. 20, 1 – 16.


[39] Jan 16, 33.


[40] Łk. 16, 19 – 31.


[41] Mt 25, 31 – 46.


[42] Mt 5, 46 – 47.


35
{"b":"89366","o":1}