ЛитМир - Электронная Библиотека

ROZDZIAŁ VIII KONIECZNOŚĆ ZMIAN W OWCZARNI CHRYSTUSA

Aby uniknąć niepotrzebnego zamieszania związanego z moim odejściem, przeczekałem okres urlopów. W przeddzień księżowskich przeprowadzek pożegnałem się serdecznie z księdzem proboszczem i księdzem Darkiem. Do dzisiaj łączą mnie z nimi przyjacielskie kontakty. W ciągu jednego dnia znalazłem i wynająłem niewielkie mieszkanie pod Łodzią i tam zamieszkałem. Aby zarobić na utrzymanie założyłem niewielką firmę produkcyjną.

Od samego początku zacząłem jednak pisać tę książkę, bo wiedziałem, że ona musi powstać. Jakaś wewnętrzna Siła kazała mi każdą wolną chwilę poświęcać jej powstaniu. Teraz wydaje mi się to oczywiste – niemożliwa jest naprawa błędów i przemiana na lepsze, bez uprzedniego ukazania tychże błędów oraz ich skutków. Aby pokazać komuś właściwe rozwiązanie, należy wpierw odwieźć go od złych metod i dróg, które obrał.

Moja książka, jest pierwszym i jedynym w swoim rodzaju świadectwem byłego księdza z kraju papieża. Nie piętnuje ona kapłańskich wad i słabości, ale zakłamanie systemu kamuflującego te wady; systemu, który z góry niejako wyklucza istnienie takich wad i słabości u „nadludzi”. Tak naprawdę jednak, są oni na nie podatni jak wszyscy inni, a nawet o wiele bardziej, gdyż ich postawa jest naturalną obroną przed nienormalnym i nieludzkim sposobem życia, do którego są naginani. Niektóre wymogi Kościoła względem księży, takie jak np. celibat i bezwzględne posłuszeństwo w głoszeniu nauk całkowicie niezgodnych z ich wewnętrznym przekonaniem, wypaczają sumienia głosicieli Słowa Bożego i są w konsekwencji powodem ich upadków. Poza tym, najzwyczajniej w świecie, niezdolni są unieść „ciężarów nie do uniesienia” [6] . Są bowiem tylko ludźmi – jedni lepszymi, drudzy gorszymi

Kapłan żyje w ciągłym konflikcie z samym sobą, a także w zakłamaniu – to demoralizuje jego samego, a w konsekwencji także ludzi, którzy słusznie upatrują w nim wzoru do naśladowania. Takie życie pociąga za sobą cały szereg następstw. Wielu księży cechuje: egocentryzm i pycha. Samotność i postawy krytykanckie wobec nich są powodem nieufności względem ludzi świeckich, ucieczki w alkoholizm, a często zupełnej izolacji i wyobcowania ze środowiska. Jakże częstym obrazkiem jest proboszcz albo wikary spieszący pędem na plebanię po skończonym nabożeństwie. W powszechnej praktyce jest np. sztubacki zwyczaj kupowania przez księży nowych samochodów łudząco podobnych do tych, którymi jeździli poprzednio po to, aby „nie spadła ofiarność”.

Przytłoczeni z jednej strony nieograniczoną władzą biskupa, a z drugiej strony zaszczuci przez własnych wiernych – słudzy Kościoła wykształcili w sobie postawę obrony, dystansu wobec otoczenia oraz cynizmu – w czym są prawdziwymi mistrzami. Niestety bywają na tym tle duże przegięcia. Księża, „otrzaskani” ze świętościami, szydzą nawet ze swej sakramentalnej i duszpasterskiej posługi; z ludzi angażujących się do różnych prac przy parafiach, wspierających Kościół ofiarami i modlitwą. Dla przykładu – starsze kobiety najczęściej nawiedzające świątynie i członkinie kółek różańcowych nazywane są przez księży „żabami kropielniczymi”, a starsi mężczyźni – „dziadami kościelnymi” itp.

Wzajemne stosunki między księżmi również pozostawiają wiele do życzenia. Powszechna jest zazdrość o lepszą, bardziej dochodową parafię; donoszenie na kolegów do biskupa itp. Proboszczowie, aby zjednać sobie przychylność „góry” prześcigają się w dogadzaniu biskupom, ubóstwianiu ich i „rozpuszczaniu” na wszelkie możliwe sposoby. Duża, niekontrolowana władza proboszczów (często starszych i zdziwaczałych) nad wikariuszami, jest powodem wielu konfliktów, które nierzadko przybierają formy drastyczne, a niekiedy wręcz tragiczne.

Osobnym tematem jest panujący wśród kleru kult pieniądza, traktowanego najczęściej jako dobro zastępcze – na zasadzie – nie mogę mieć tego, co mają inni wiec będę miał to, czego inni nie mają lub co pragną mieć. Nie będzie wielką przesadą jeśli powiem, iż dzisiejszym Kościołem rządzą pieniądze. Pomiędzy księżmi istnieje ciągła rywalizacja o największe i najbogatsze parafie. Normalnym zjawiskiem jest kupowanie u biskupów godności kościelnych – kanonika i prałata. Właśnie biskupi są prawdziwymi finansowymi krezusami. Mają oni nieograniczony dostęp do ogromnych pieniędzy napływających z diecezji. Każda parafia jest opodatkowana na rzecz utrzymania kurii, biskupów, licznych przedsięwzięć i fundacji kościelnych, m.in. budowy nowych świątyń, utrzymania seminarium, diecezjalnego caritas, misji w krajach trzeciego świata oraz na potrzeby papieża i funkcjonowanie Państwa Kościelnego – Watykanu. Kardynałowie i biskupi w sposób zupełnie niekontrolowany mogą korzystać i faktycznie korzystają z tej góry pieniędzy.

Książęta Kościoła, zajęci ciągłą troską o jego rozrost, potęgę i dobro – zagubili gdzieś po drodze wskazania Jezusa o: ubóstwie, skromności, prawdziwej pokorze, trosce o zagubione owce, dzieleniu się wszystkim z potrzebującymi, głoszeniu czystej Ewangelii, nie mieszaniu się do spraw świata (czyt. Polityki) [7] , byciu „żywym przykładem dla stada”. Wynikiem tego – postawa dzisiejszych następców apostołów stanowi zadziwiającą kwintesencję starotestamentowego faryzeizmu ze współczesnym konsumpcjonizmem oraz pragnieniem władzy i dominacji. Koniecznym zatem krokiem w kierunku uzdrowienia Kościoła, szczególnie w naszym kraju, jest uporządkowanie jego finansów – poddanie ich wnikliwej kontroli. Na tej samej zasadzie należy poddać kontroli i ujawnić (dziś skrzętnie ukrywane) faktyczne uposażenie księży, a zwłaszcza proboszczów i biskupów, którzy sami regulują sobie własne wynagrodzenia. Najlepszym wyjściem byłoby wypłacanie księżom pensji tak, jak to się dzieje np. w Niemczech lub też ustalenie powszechnie obowiązujących, rozsądnych stawek za posługi duszpasterskie. Instytucja tzw. rad parafialnych, tak powszechna na zachodzie – gdzie kierują one finansami i inwestycjami niemal każdej parafii – w Polsce faktycznie nie istnieje. Trzeba koniecznie dokonać rozróżnienia pomiędzy autonomicznym charakterem Kościoła i jego czcigodnymi tradycjami, a zdroworozsądkowymi metodami funkcjonowania ogromnej instytucji, która wchodzi w XXI wiek i jest kierowana przez ludzi, a nie przez aniołów.

Nie dziwi mnie postawa większości katolików w naszym kraju, którzy widząc wynaturzenia systemu jaki panuje w Kościele Katolickim – po prostu go nie popierają; poprzez, m.in. nieobecność na Mszach Świętych w niedziele i święta. Nie namawiam tutaj do postaw areligijnych lub, co gorsza, do indyferencji moralnej czy religijnej, – wręcz przeciwnie! Oczywiste jest jednak, iż ludzie są dzisiaj bardziej świadomi i mają naturalne prawo wyboru. Naturalnym, zdrowym odruchem człowieka, który widzi zło i fałsz jest unik, nieufność, obrona, a często wrogość.

W ciągu trzech urlopów w kapłaństwie, odwiedziłem kilkanaście krajów Europy Zachodniej i Południowej; Północną Afrykę oraz Kanadę. Wszędzie obracałem się w środowisku Kościoła Katolickiego, a także wśród protestantów. Próbowałem poznać dokładnie struktury tamtejszych Kościołów, zaangażowanie wiernych oraz wpływ jaki wywiera na nich głoszona nauka.

Obserwowałem wnikliwie życie kapłanów. Po tych wszystkich doświadczeniach doszedłem do kilku wniosków:

1. System panujący w całym Kościele Katolickim jest wadliwy (celibat księży, brak struktur demokratycznych, błędy w nauce dotyczącej moralności seksualnej – antykoncepcji, rozwodów itp.)

2. Kościół w Polsce jest najpotężniejszy ze wszystkich Kościołów na świecie (największa ilość księży i biskupów, największy majątek, największe wpływy na życie społeczne i polityczne w państwie).

Cały paradoks polega jednak na tym, że oddziaływanie naszych kapłanów na wiernych jest znikome, porównywalne do takich krajów jak Albania czy Obwód Kaliningradzki. Najbardziej na świecie wpływowy Kościół nie ma prawie żadnego wpływu na kształtowanie sumień i morale swoich wiernych. Siła Kościoła i jego pasterzy – miast być oparta na ewangelicznych radach (pokory, ubóstwa, przebaczenia, pracy u podstaw, miłości i opieki nad najbardziej potrzebującymi) – jest sztucznie rozdmuchiwana przez wysokich rangą dostojników i podsycana masówkami, które są coraz mniej masowe. Zadufanie w swoją potęgę, ciągłe wiece i świętowania – przy jednoczesnym braku ascezy i autentycznej niezbędnej – zgubiły już wielkie Cesarstwo Rzymskie. Wszystko wskazuje na to, że zguba czeka też Kościół Rzymski, jeśli się w porę nie opamięta.

Odnowa Kościoła musi iść w kierunku zmian systemowych z jednoczesnym podniesieniem wartości świadectwa życia kapłanów i świeckich. Ma to prowadzić do rzeczywistych zmian w świadomości ludzi wierzących. Zasłyszane w świątyni Słowo Boże, poparte przykładnym życiem kapłana, który je przekazuje – padnie wówczas na podatny grunt ludzkich serc i wyda stokrotne plony w postaci nawróceń i dobrych uczynków. Jezus Chrystus powiedział, że właśnie „po owocach” poznamy Jego prawdziwych uczniów, a sama „wiara bez uczynków – martwą jest”.

Kościół dzisiaj sili się na spektakularne, tanie efekty i działania, które mają roztoczyć wokół niego przyjazną atmosferę i stworzyć wrażenie postępu. Myślę tu na przykład o tzw. chrześcijańskim rocku, tęczowej barwie ornatów na paryskim spotkaniu papieża z młodzieżą, nagłaśnianych akcjach pomocy Caritasu po powodzi, odcięciu się Glempa i Pieronka od wypowiedzi Jankowskiego itp. Tak samo pozorne było odżegnywanie się papieża od antysemityzmu, bo nie poparte autentyczną skruchą wobec autentycznych rozmiarów winy Kościoła. Obok tych populistycznych zagrywek, można również zaobserwować nieliczne próby naginania starej doktryny (której przecież zmienić nie można) do nowych czasów i ciągle ewoluującej rzeczywistości. Jednym z przykładów może być łaskawe przyzwolenie Kościoła na naturalne metody zapobiegania ciąży, choć jeszcze niedawno wszelka ingerencja myśli ludzkiej w dziedzinę płodności była niedopuszczalna.

Konieczne jest ujawnienie zjawisk, które w przeszłości i obecnie, na szeroką skalę deprawują samych duchownych i gorszą rzesze wierzących. Zjawiska te są tylko następstwami niehumanitarnych i nienormalnych praw, którymi kieruje się Kościół. Łamanie tychże praw, np. celibatu, zakazu stosowania antykoncepcji, rozwodów, zapłodnienia in vitro itp. – na skalę masową – stwarza zamknięty krąg deprawacji sumień i zachowań ludzi, którzy noszą w sobie pragnienie życia zgodnego z wolą Bożą. Szukają jej w Kościele, ale zamiast woli Bożej i wykładni Bożych przykazań, wtłacza się im tam przepisy prawa ludzkiego pod etykietką „nadprzyrodzone”. W konsekwencji wierni szukający Boga znajdują nakazy hierarchów Kościoła; bardzo trudne do wykonania, a często niewykonalne – gdyż sprzeczne z naturą ludzką (np. celibat). Kościelne nakazy prawne najczęściej nie mają nic wspólnego z prawem Bożym. Są za to obwarowane wieloma sankcjami (np. dla rozwodników) i karami grzechów ciężkich – śmiertelnych.

[6] Patrz Ew. ML 23, 3-5


[7] Patrz Ew. Mk. 12, 17.


31
{"b":"89378","o":1}